Podczas uroczystości pogrzebowej przyrodniego brata, który rzekomo zginął w wypadku jachtu w Sopocie, ośmioletni kuzyn kategorycznie zażądał otwarcia trumny przed oczami setek żałobników z gdańskie…

CHAPTER 1: Pogrzeb, który okazał się starannie reżyserowanym spektaklem

Part 1

Podczas uroczystości pogrzebowej przyrodniego brata, który rzekomo zginął w wypadku jachtu w Sopocie, ośmioletni kuzyn kategorycznie zażądał otwarcia trumny przed oczami setek żałobników z gdańskiej elity finansowej, a gdy wieko zostało uniesione, wnętrze okazało się całkowicie puste, z wyjąkiem dzwoniącego głośno smartfona.

W pełnej luksusu i żałobnych kwiatów kaplicy cmentarnej w Sopocie setki przedstawicieli trójmiejskiego biznesu oddawały cześć zmarłemu Wiktorowi Góreckiemu.

Ciężkie, powleczone czarnym kirem zasłony blokowały promienie słońca, a organy grały powolną, żałobną melodię.

Aniela Górecka siedziała w pierwszym rzędzie, ocierając łzy chusteczką z drogiej koronki.

Obok niej adwokat Tomasz Kruk z powagą na twarzy obejmował ją ramieniem.

Nagle ośmioletni Kacperek zerwał się ze swojej ławki.

Ignorując ciche upomnienia niani Grażyny, chłopiec podbiegł zdecydowanym krokiem do pozłacanego wieka trumny.

— On wcale nie jest w środku! — krzyknął dźwięczny, dziecięcy głos, niosąc się echem po pustej akustycznie kaplicy.

Aniela zerwała się z miejsca z cichym okrzykiem przerażenia.

— Kacperku, natychmiast wracaj na miejsce! — wykrztusiła macocha, a jej twarz straciła całą dotychczasową bladość.

Adwokat Kruk ruszył w stronę chłopca, wyciągając przed siebie dłoń.

Kacperek był jednak szybszy.

Chłopiec chwycił ciężki, mosiężny świecznik stojący przy katafalku i z całych sił pchnął nim blokadę mechanizmu.

Metal zgrzytnął głośno, odbijając się echem od marmurowych ścian.

Wieko trumny uniosło się powoli z cichym, hydraulicznym sykiem.

Zgromadzeni żałobnicy wstrzymali oddechy, a niektórena stołach podparli się dłońmi, wychylając się do przodu.

Oczom setek żałobników ukazało się wnętrze wyściełane grubym, białym atłasem.

Było całkowicie puste.

Nie było tam ani śladu ciała, ani żadnych wieńców kondolencyjnych na dnie.

Z głębi atłasowej wyściółki dobiegał jedynie głośny, monotonny dźwięk dzwoniącego telefonu komórkowego.

Wszystko wskazuje na to, że prawdziwy dramat dopiero się zaczął, bo to właśnie ten dźwięk zmusił wszystkich do zmierzenia się z niewygodną prawdą.

Part 2

Maksymilian natychmiast ruszył naprzód i wsunął dłoń w głąb atłasowego wnętrza trumny.

Palce zacisnęły się na gładkiej obudowie nowoczesnego smartfona.

Ekran urządzenia lśnił ostrym światłem w półmroku kaplicy.

Widniało na nim połączenie przychodzące z nieznanego numeru stacjonarnego zarejestrowanego w Sopocie.

Zgromadzeni goście wpatrywali się w ten widok w całkowitej ciszy.

Zanim Maksymilian zdążył przesunąć palcem po ekranie, wyświetlacz zgasł na ułamek sekundy.

Tuż po tym pojawiła się nowa, krótka wiadomość tekstowa wysłana z tego samego urządzenia.

Litery układały się w zdanie, które zmroziło krew w żyłach.

— Szukacie mnie w złym morzu, bracie — przeczytał na głos Maksymilian.

Aniela krzyknęła głośno i rzuciła się naprzód z wyciągniętymi rękami.

Matka Wiktora próbowała wyrwać telefon z dłoni pasierba.

Rozdział 2: Telefon z nieznanego numeru i przeszukanie opuszczonego jachtu

Maksymilian ignoruje histerię macochy i natychmiast opuszcza kaplicę cmentarną w Sopocie. Kieruje swoje kroki bezpośrednio do przystani jachtowej w Gdyni, gdzie rzekomo miał zatonąć jacht Wiktora o nazwie „Bora”.

Na miejscu czeka na niego wierna niania Grażyna z kluczami do prywatnego garażu brata. Wewnątrz odnajdują nietknięte dokumenty ubezpieczeniowe na kwotę 12 500 000 PLN.

Data wypłaty odszkodowania wyznaczona jest dokładnie na dzień następujący po pogrzebie. Analiza logów z domowego komputera wykazuje zaskakujący fakt.

Wiktor logował się do bankowości elektronicznej z adresu IP w Sopocie zaledwie trzy godziny przed rozpoczęciem uroczystości żałobnej. Żaden rejs po otwartym morzu nigdy się nie odbył.

Maksymilian podchodzi do ściany pokrytej boazerią w gabinecie brata. Otwiera ukryty panel, za którym znajduje się nowoczesny sejf cyfrowy wydający cichy sygnał gotowości do otwarcia.

Rozdział 3: Fałszywy akt zgonu z gdańskiej kliniki i chciwość prawnika

Z pomocą podkomisarz Ewy Wójcik z sopockiej policji, Maksymilian dociera do lekarza sporządzającego kartę zgonu. Dr Mroczkowski nagle wyjeżdża do Szwajcarii, mając przy sobie walizkę wypełnioną gotówką.

Śledztwo wykazuje, że ciało nigdy nie opuściło zakładu medycyny sądowej w Olsztynie pod postacią niezidentyfikowanego pacjenta. Certyfikat zgonu Wiktora okazuje się całkowitą fikcją prawną opłaconą z konta firmowego.

Adwokat Tomasz Kruk pojawia się w biurze Maksa z teczką pełną oficjalnych pism. Próbuje zastraszyć bohatera pozwem cywilnym za naruszenie dóbr osobistych pogrążonej w żałobzie rodziny.

Kruk żąda natychmiastowego zaniechania dalszych prywatnych poszukiwań. Grozi surowymi karami finansowymi oraz natychmiastowym odcięciem od funduszy spółki budowlanej.

Maksymilian odrzuca groźby prawnika i pokazuje mu wydruk przelewu dla lekarza. Adwokat blednie na ułamek sekundy, po czym odwraca się na pięcie i opuszcza gabinet bez słowa.

Rozdział 4: Tajemnicza skrzynia z paszportami i nocna zasadzka w Orłowie

Grażyna potajemnie dostarcza Maksowi klucze do gabinetu Anieli w luksusowej willi w Orłowie. W podziemnym magazynie odnajdują ciężką metalową skrzynię ukrytą pod starymi deskami.

W środku leżą zagraniczne paszporty Wiktora z różnymi fałszywymi tożsamościami oraz bilety lotnicze w jedną stronę do Zurichu. Maks kopiuje zawartość dysków twardych do przenośnej pamięci USB.

Nagle oświetlenie w całym budynku gaśnie, a drzwi wejściowe zatrzaskują się z głośnym trzaskiem. W ciemnościach korytarza słychać ciężkie, powolne kroki adwokata Kruka.

Towarzyszy mu dwóch rosłych mężczyzn w czarnych uniformach firm ochrony. Maksymilian wymyka się przez uchylone okno piwniczne w ostatniej ułamkowej sekundzie przed ich wejściem.

Rozdział 5: Konfrontacja w biurze zarządu i zablokowane konta bankowe

Mimo zasadzki w willi, Maksowi udaje się dotrzeć do siedziby głównej firmy. Następnego ranka pojawia się na nadzwyczajnym posiedzeniu zarządu spółki Górecki S.A.

Aniela próbuje właśnie zatwierdzić przelew kontrolny na kwotę 8 000 000 PLN na rzecz offshore’owej spółki zarejestrowanej na Cyprze. Maksymilian otwiera laptopa i podłącza go do głównego rzutnika sali konferencyjnej.

Przedstawia zebranym akcjonariuszom kopię umowy o fikcyjnym zgonie oraz dowody na przelewy ze szwajcarskich banków. Aniela łapie się za serce, a prezes rady nadzorczej natychmiast żąda wezwania policji gospodarczej.

W tym samym momencie komornik sądowy blokuje osobiste konta Anieli oraz powiązane rachunki spółek krzaków. Próba wyprowadzenia kapitału zostaje całkowicie udaremniona przez szybką reakcję analityków.

Rozdział 6: Wielki finał na telebimie i zatrzymanie rzekomego nieboszczyka

Aniela zwołuje oficjalną konferencję prasową, aby zdyskredytować “kłamstwa i oszczerstwa” rozgłaszane przez jej pasierba. Tłum dziennikarzy wypełnia salę po brzegi w oczekiwaniu na oświadczenie o tragicznej śmierci dziedzica.

Na wielkim telebimie zamiast oficjalnego komunikatu o żałobnych uroczystościach uruchamia się nagranie z ukrytej kamery. Na filmie widać żywego i zdrowego Wiktora Góreckiego w luksusowym apartamencie.

Mężczyzna wznosi toast szampanem, świętując udane wyłudzenie 12 500 000 PLN w gronie swoich wspólników z Warszawy. Drzwi sali konferencyjnej otwierają się z hukiem i do środki wkracza uzbrojony oddział CBŚP.

Wiktor próbujący uciec tylnym wyjściem zostaje natychmiast powalony na ziemię przez funkcjonariuszy. Podkomisarz Ewa Wójcik nakłada kajdanki na ręce zaskoczonego oszusta, kończąc jego grę.